Café Avion
 

CD „Lamus"

Renata Putzlacher
Zbigniew Siwek

LAMUS
hity café AVION

lamus /pol./
pot. rupieciarnia, świreń / ob. skladiště harampádí, kramárna, vetešárna
przen. skład niepotrzebnej starzyzny / přen. sklad starých opotřebovaných věcí odłożyć do lamusa / odložit do starého železa

la muse /fr./
muza / múza

la musique /fr./
muzyka, nuty, orkiestra / hudba, noty, orchestr


Na początku był AVION… W lutym 1996 roku do tradycji tej nieistniejącej już dziś międzywojennej cieszyńskiej kawiarni nawiązało w czesko-polskim programie autorskim V KAVÁRNĚ AVION, KTERÁ NENÍ… W KAWIARNI AVION, KTÓREJ NIE MA… dwoje twórców: czeski pieśniarz Jaromír Nohavica i polska poetka Renata Putzlacher. Wkrótce do nieformalnego Towarzystwa AVION dołączył kolejny cieszyniak, kompozytor Zbigniew Siwek, który skomponował muzykę do wierszy Renaty Putzlacher z tomu MAŁGORZATA POSZUKUJE MISTRZA. W ciągu trzech lat w podziemiach teatru Těšínské divadlo polscy i czescy miłośnicy poezji, kabaretu i piosenki poetyckiej ponad dwadzieścia razy uczestniczyli w programach café AVION - kawiarni, której nadal nie ma w Czeskim Cieszynie. Pozostały jednak prace nadwornego plastyka AVIONU, Ladislava Szpyrca, zdjęcia fotografika Wiesława Przeczka, mnóstwo artykułów, fam, wspomnień… oraz piosenek. Przede wszystkim były to piosenki Jaromíra Nohavicy z powstającej w tym czasie znakomitej płyty DIVNÉ STOLETÍ, a także utwory, które znalazły się na debiutanckiej płycie tandemu autorskiego Siwek-Putzlacher.

Założone u schyłku dziwnego stulecia stowarzyszenie artystyczne Spolek-Towarzystwo AVION nie jest tylko instytucją. To także grono osób, które łączą więzy przyjaźni i podobne zainteresowania. Płyta LAMUS jest podsumowaniem wielomiesięcznej pracy autorów i wykonawców nad sprawami bardzo kruchymi i ulotnymi (nieprzypadkowo słowo "avion" oznacza w języku francuskim "samolot"). Jest skromnym świadectwem wspólnie spędzonych chwil i niezapomnianej przygody życiowej, o której z pewnością marzy każdy artysta.

Tytuł płyty, podobnie jak nazwa café AVION, ma również francuskie korzenie. Tym, którzy są absolutnie pewni, że powyciągaliśmy nasze utwory z zakurzonego lamusa niepamięci, nie ośmielamy się zaprzeczyć. Natomiast wdzięczni będziemy wszystkim, którzy zechcą uwierzyć, że nazwa LAMUS pochodzi od "la muse" (fr. muza) i "la musique" (fr. muzyka, nuty, kapela, orkiestra).

Dedykujemy LAMUS naszym niedościgłym Mistrzyniom i Mistrzom, z których część odeszła już "na tamtą stronę", do Nieba Artystów, oraz wszystkim, których kochamy, lubimy i szanujemy.

Towarzystwo AVION

Okładka płyty/Obal desky

1.LAMUS /instrum./ 0:26
2.FIN DE SIÉCLE3:00
3.RĘKOPISY PŁONĄ / RUKOPISY HOŘÍ3:48
4.BOSSA NOVA3:39
5.WOKÓŁ TYLE ZŁA1:44
6.MARKÉTČIN BAL3:37
7.OSTRY SONG O MIŁOŚCI3:26
8.PO TAMTEJ STRONIE3:41
9.CZAS ROZŁĄKI / ROZLOUČENÍ2:15
10.DVACETILETÁ3:40
11.OGIEŃ I WODA2:45
12.MAŁGORZATA I MISTRZ3:44
13.OFELIA2:08
14.POST SCRIPTUM /instrum./4:16
  Total time: 42:11

FIN DE SIÉCLE

Nade mną nadmiar pustka w dole
jestem poddaszy lokatorem
na moim ciele mgieł bandaże
sam sobie raną i lekarzem

Choć w głowie mam poukładane
nocami śledzę drogi planet
jak kot na dachu przyczajony
oswajam cztery świata strony

W odwieczną nicość dryfujący świat
akwarium szczelne od milionów lat
Czasami dumam co by się stało
gdyby się nagle całe rozleciało
Potop zapanował by w kosmosie
żaby wieloryby i łososie
Znów miałby do popisu pole
wybraniec losu nowy Noe
kosmiczny statek zamiast arki
i zlane potem boże barki

Wsłuchany w mowę ziemi świętą
z wyżyn przyglądam się natrętom
krążącym w kółko w owczym pędzie
na pamięć znam co dalej będzie

Już wiek zamiera niespokojny
stare zaszłości nowe wojny
exodus lawa tupot nóg
i coraz starszy pochylony Bóg

I jego w nicość dryfujący glob
nikt dotąd nie wpadł na wieczności trop
Czasami dumam co by się stało
gdyby się nagle wszystko rozleciało
Chaos byłby tak jak na początku
nikt by już nie złapał Stwórcy wątku
W kosmosie fauna obok flory
lewiatan manna meteory
W mej wyobraźni nagle ożył
bezładu pełen lamus boży


RĘKOPISY PŁONĄ
RUKOPISY HOŘÍ

Widzę ją zamyśloną
w dużym zimnym domu
zapomnianą przez Boga
gdzieś na końcu świata
O swoim cichym bólu nie mówi nikomu
na imię ma perła czyli Małgorzata

Codziennie sama pod prąd
ślepym nurtem brodzi
Gdzie jesteś Mistrzu
pisze kredą na murze
Gdy wtem na skrzyżowaniu
on do niej podchodzi
i zbiera skwapliwie rozsypane róże

Mistrzu rękopisy płoną
Mistrzu nie będę twoją żoną
Mistrzu wyjdź z cienia
pragnę cię ocalić od zapomnienia

Mistrzu rękopisy płoną
Mistrzu nie będę twoją żoną
Mistrzu wyjdź z cienia
pragnę cię ocalić od zapomnienia

Zavři Markétko zavři okna
vždyť víš že ďábel nespí
a chraň svoji lásku
pevná buď jak stožár

Možná jen hodin pár
potrvá tvé štěstí
znenadání peklo vznítí
velký požár

Možná ho navždy ztratíš
snad na pouhou chvíli
na tobě záleží na tvém odhodlání
zda budeš plakat
nebo najdeš tolik síly
a na dno pekel půjdeš
budeš plesu paní

Mistře rukopisy hoří
Mistře melou mlýny boží
Mistře buď se mnou
ochraň mě před budoucností temnou

Mistrzu rękopisy płoną
Mistrzu nam wieczność przeznaczono
Mistrzu wyjdź z cienia
Ta powieść nas ocali od zapomnienia


BOSSA NOVA

Moje serce jest jak pies
bez ludzi ginie
do rąk wyciągniętych lgnie
z wierności słynie
Byle było przywiązane choć
wkoło jest fatalnie
jest mu fajnie

Moje serce wodzi mnie
na pokuszenie
często zadyszane mknie
za złudą cieniem
Nocą kiedy bliźnich brak
uwikłanych w sny mieszczańskie
jest bezpańskie

Bo gdy nie trzymam je na wodzy
bije niczym opętane
i płatają mi hormony
całe mnóstwo niespodzianek
I lgną do mnie magnetycznie
te uczucia śliczne
MIŁOŚĆ ŻĄDZA SEKS
i ROZKOSZ też
automatycznie

Moje serce takie nic
i takie wszystko
bije kiedy biją w pysk
gdy widowisko
jakieś klecą na mą cześć
na do widzenia
ono się nie zmienia

Serce moje mięśniu cny
wieczysta pompo
powiedz jaki wynik gry
czy wkrótce z pompą
smętną wieść oznajmi głos
lub twarz zapłakana niema
że nas nie ma

Lecz powiedz jak tu żyć bez ciebie
wnet dylemat mózg przewierca
można przecież żyć bez głowy
ale jak tu żyć bez serca
Gdy się serca nie ma magnetycznie
do nas lgną przydomki śliczne
KANALIA GNIDA WESZ
i ŚWINIA też
automatycznie

Moje serce jest jak pies
Moje serce jest jak kot
Moje serce takie nic
Pompa


WOKÓŁ TYLE ZŁA

Widziałam wczoraj anioła
opuścił azyl nieba
panem podziemi być wolał
wiarę nadzieję grzebać

Ten książę piekieł na drodze
stanął mojej miłości
czuł się panem i wodzem
więc wołał pełen złości

Wokół tyle zła teraz rządzę ja
i popis władzy dałem
na Patriarszych Prudach
Dobro w piekle gdzieś uwięzione jest
i świat o nim zapomniał dobro to ułuda

Panie tyś mistrzem nad mistrze
wybacz że pokochać śmiałam
śmiertelnika
Może marzenia się ziszczą
i kiedyś u wrót raju zagra nam muzyka

Wokół tyle zła wszechświat Mistrz i ja
Woland już ze swą świtą
na Patriarszych Prudach
Wiem że dobro gdzieś uwięzione jest
i wyrwać go choć cząstkę życiu nam się uda


MARKÉTČIN BÁL

Tak už tu stojím už brzy se začne bál
limuzíny se sjedou před dům na Sadové
budu tam nahá jen kol krku lehký šál
a na nohou střevíce těžké atlasové
Je z lásky často bolest jako z těsných bot
udělám pro ni vše ba prodám svoji duši
jen aby nezkažený byl můj rajský plod
a jediná a první být v tom tanci musím

Tak už tu stojím co nevidět přijde smrt
též nahá v bělostném závoji kol skrání
důstojně musím ji přijmout aby nešla ven
a všichni pánové aby neodešli za ní
I ona na parketu chce být jediná jen
však tanečníky chce mít každou chvíli jiné
o ty co tančili s ní rychle ztrácí zájem
a jako kudlanka zas k dalším se vine

Tak už tu stojím už brzy přijde Mistr můj
pro něho učiním co hřích byl doposud
otvírám se mu celá někdy stůj co stůj
to jeho ústa pak sladce pečetí můj stud
Kolem je panoptikum hosté cení zuby
maska mé tváře v očekávání
vše vydržím ten hluk ty podlézavé huby
jen abych o věčnost zdržela loučení

Tak už tu stojím co nevidět skončí bál
a řadu hostů milosrdná země schová
já bezradná se zeptám kolem prázdný sál
čí jsem zda Boží Mistrova či satanova


BAL MAŁGORZATY

Gotowa jestem wkrótce zacznie się bal
limuzyny zajadą przed dom na Sadowej
będę naga na szyi tylko z tiulu szal
a na nogach pantofle ciężkie atłasowe
Miłość ból często sprawia jak przyciasne buty
i zrobię wszystko dla niej nawet sprzedam duszę
byleby rajski owoc był mój nie nadpsuty
i jedyna i pierwsza w tym tańcu być muszę

Gotowa jestem wkrótce nadejdzie śmierć
także naga i w białym welonie na głowie
muszę przyjąć ją godnie by nie poszła precz
by nie ruszyli za nią dostojni panowie
Bo ona na parkiecie też chce być jedyna
tyle że lubi zmieniać figury i pary
o tych co z nią tańczyli szybko zapomina
jak modliszka przytula kolejne ofiary

Gotowa jestem wkrótce przyjdzie mój Mistrz
dla niego robię rzeczy które mnie krępują
otwieram siebie całą jak odbiorca list
to jego usta wstyd mój słodko pieczętują
Wokół mnie panoptikum goście szczerzą zęby
na mojej twarzy maska drży oczekiwaniem
zniosę to wszystko hałas i służalcze gęby
byle tylko oddalić o wieczność rozstanie

Gotowa jestem wkrótce skończy się bal
i wielu gości przyjmie łono Abrahama
ja zagubiona dumać będę pośród sal
kim jestem dzieckiem Boga Mistrza czy szatana


OSTRY SONG O MIŁOŚCI

Posłuchajcie songu o kobiecie
której wredny nie oszczędzał los
Pierwsza lepsza dziś wspomnienia kleci
byle kura chce zabierać głos
Życie jest parszywe powiem bez ogródek
miałam stu facetów póki byłam młoda
dzisiaj przypominam sobie z trudem
o co mi chodziło w tych zawodach

Marzyłam przecież o miłości
Więc gdzie ona jest

Pierwszy facet miał opinię zbója
bliznę w kształcie serca ostry nóż
całą mą dziewiczość dałam mu ja
jego twarzy nie pamiętam już
Drugi był kretynem lecz mu z nieba spadłam
Trzeci z czwartym byli chyba bliźniakami
Każdy jest kowalem swego stadła
więc żelazo kułam godzinami

Marzyłam przecież o miłości
I gdzież ona jest

Tak mi życie wyłaziło bokiem
w moim łóżku coraz mniejszy tłum
aż nadeszła starość dziarskim krokiem
a w ślad za nią smętek wierny kum
Dziś smarkulom song mój śpiewam ku przestrodze
którym świat głupstwami główki naładował
Pies je trącał o kulawej nodze
niech morałem będą moje słowa

Robiłam wszystko dla miłości
Mus to mus i szlus


PO TAMTEJ STRONIE

Po tamtej stronie
tam anioły snują się po nieboskłonie
spada manna prosto w białych dzieci dłonie
w oceanie zapomnienia dusza tonie
taki koniec
czeka cię po tamtej stronie

Po tamtej stronie
gdzie się furtka Panu Bogu nie domyka
przeczytają może moje imię z bryka
chociaż dla mnie wyższa to matematyka
i w złym tonie
myśleć dziś o tamtej stronie

Bo na razie
mnie pochłania moje tu i teraz
strona życia bardzo nieżyciowa nieraz
raj przyziemny dla odważnych dozwolony
choć ta strona ma i swoje dobre strony

Kiedy nic już nie pomoże
przyjm mnie Boże

Po tamtej stronie
są tonsury i gipiury i mahonie
każda dusza odpoczywa w cnym kokonie
i z miłości jak krzak gorejący płonie
chylę skronie
przed tym co po tamtej stronie

Po tamtej stronie
mogę znaleźć się już dzisiaj
w każdej chwili
w gronie tych co z tym się również
nie liczyli
na najlepszym z miejsc dla mojej głowy czyli
boskim łonie
jak Bóg da po tamtej stronie

A na razie
mnie pochłania moje tu i teraz
czyściec mój powszedni proza życia nieraz
proszę niechaj trwa po wieki wieków amen
moje ziemskie niebo-piekło ukochane

Więc gdy nic już nie pomoże
przyjm mnie Boże

Po tamtej stronie… to już koniec


CZAS ROZŁĄKI
ROZLOUČENÍ

To walc może polka
wszystko mi się dzisiaj pomyliło
Gra metronom w czaszce
na parkiecie zaklinamy miłość

Jak dwaj gladiatorzy
ramionami opletliśmy siebie
zakreślamy koła
a muzyka gra jak na pogrzebie

Mamy tylko tyle
tę rozstania chwilę
cztery takty dwa pas
taniec na dwóch łapach

Mamy tak niewiele
a młyn boży miele
ma klepsydra pełna mąki
w czas rozłąki

V tomhle divném tanci
hlavu ruce nohy mám jak z kovu
Jsme jak draví ptáci
lovci dva na nekrvavém lovu

Náš poslední tanec
každý krok nám vlastně říká sbohem
svážeš si svůj ranec
zmizíš ráno hned za prvním rohem

Máme odtud - potud
parket trochu potu
čtyři takty dva pas
tanec na dvou tlapách

Máme pokud - potud
spousty prázdných roků
v koutě bílé zuby cení
rozloučení

To nasz pierwszy taniec
innych już nie będzie bo i po co
Może ciała zdradzą
to co niemym się powierza nocom

Poślij litość w diabły
i nie wychodź pierwszy możesz zostać
Ja nie będę sama
tańczyć będzie ze mną biała postać

Mamy tylko tyle
tę rozstania chwilę
cztery takty dwa pas
taniec na dwóch łapach

Máme pokud - potud
spousty prázdných roků
v koutě bílé zuby cení
rozloučení


DVACETILETÁ

Mirčině památce

Dívka dělá kytici a Pánbůh přetírá
zamrzlé okno kdesi v zásvětí
kam dolétá světlo z jejího pokoje
který je pro ni v této chvíli celým vesmírem
Ještě včera to byla malá žába a dnes večer
prožívá svoji dospělost Ví o tom jenom Bůh
ta malá kaňka v knize věčnosti se černá
vedle jejího jména Dívka klade květinu
ke květině Budou dnes v noci stárnout
pomaleji než ona Dává do té kytice
celé své srdce tak jako vždycky
když dělávala podobné
Tahle však bude jediná svého druhu
Dílo přežije svou tvůrkyni
Kolik z nás o tom sní ale prozatím
ví o ní jenom Bůh Dívá se na ni škvírou
v prosincovém nebi Vidí její skloněnou hlavu
bílou tvář i závěj let která se té noci převalují
za jejím oknem Klidně spí ženy z nichž vzešla
Spí celý řetěz generací jež už nazítří
natáhnou po ní ruce V poslední večer
svého života dívka klade květinu ke květině
kolem nichž po všechny další dny
už nikdo nepřejde lhostejně
Jež budou poezií samy o sobě
V jejichž tvaru bude chtít každý vidět poslání
Jejichž pozemská vůně ji bude přivolávat
až zamrzlým oknem bude někde v zásvětí
vyhlížet světlo v svém pokoji


DWUDZIESTOLETNIA

pamięci Mirki

Dziewczyna układa kwiaty a Bóg przeciera
zamarzniętą szybę gdzieś w zaświatach
dokąd dobiega światło z jej pokoju
który w tej chwili jest dla niej całym kosmosem
Jeszcze wczoraj była nastolatką a tego wieczoru
przeżywa swoją dojrzałość Tylko Bóg wie
o tym ten mały kleks w księdze wieczności
widnieje obok jej nazwiska Dziewczyna
układa kwiaty które tej nocy będą się starzały
wolniej od niej Wkłada w ten bukiet
całe swoje serce tak jak zawsze
gdy układała podobne Ten jednak będzie
jedyny w swoim rodzaju dzieło przeżyje
swoją mistrzynię Iluż z nas o tym marzy
ale póki co tylko Bóg wie o niej Patrzy na nią
przez szparę w grudniowym niebie Widzi jej
pochyloną głowę białą twarz i zawieję lat
które kotłują się tej nocy za jej oknem
Śpią spokojnie kobiety z których wyszła
śpi cały łańcuch pokoleń które już jutro
wyciągną po nią ręce W wieczór swego życia
dziewczyna układa kwiaty Wokół których
przez wszystkie następne dni nikt nie przejdzie
obojętnie Które będą poezją samą w sobie
w których formie każdy będzie się dopatrywał
przesłania Których ziemski zapach będzie ją
przywoływał kiedy przez zamarzniętą szybę
gdzieś w zaświatach wypatrywać będzie
światła w swoim oknie


OGIEŃ I WODA

Rzymskie rozstaje a słońce daje
popalić to rzecz jasna
Znajomy widok mnie wita
ten z "Dolce vita" Anita

W fontannie di Trevi
jak abstrakcja nurza się i hasa
blondyna z biustem do pasa
na bruk się woda wylewa
śpiewam

Jeszcze jeden plusk
i na miejscu spłonę
jak nowożytny Hus
Woda na jej biust na mój mózg
Już koniec Nie ugasicie mnie

Monety w wodzie które tu co dzień
wrzucają podglądacze
A ta wariatka wciąż skacze
po włosku mi piace wołam bez racji

Jak paparazzi o zmierzchu
ze sprzętem całym na wierzchu
stoję jak totem a potem
krew mnie zalewa
śpiewam

Jeszcze jeden plusk
i na miejscu spłonę
jak nowożytny Hus
Woda na mój młyn na mój mózg
Już koniec Nie ugasicie mnie

Campo di Fiori bzy kalafiory
sprzedają tu handlarze
Nad nimi posąg Giordana
gościa co spłonął tu z rana

Rzym cały w mej głowie
jak abstrakcja
Ogień woda ogień
Do Tybru Tosca szalona
skoczyła z zamku Anioła
Już zmysły me chore
Amore Roma

Jeszcze jeden gest
alea iacta est
życie piękne jest
Nie ugasicie mnie


MAŁGORZATA I MISTRZ

Srebrne nitki w złotych włosach
droga twarz jak klejnot
w kosztownej oprawie
twarz mego brata ojca syna i kochanka
tak wszystkie w jedną ogarniasz
Mistrzu mój wszystkich religii
mężu mój dozgonny

Czytam pomiędzy linijkami
czytam cię między zmarszczkami
których doda ci wiele
zapewne następne stulecie

Piszę naszą mówioną historię
kolokwialną powieść
której rozdziały poznał
niejeden kawiarniany stolik

Słuchał jej żółw i mewa
tudzież ptactwo rozliczne
długie cierpliwe aleje drzew
piaski wszystkich mórz

Nie byłam twoja
ty mój nie byłeś do końca
aczkolwiek zawsze
do ciebie należałam ja niczyja

Wołały o tym zwoje pergaminów
przeciągły jęk pociągów

Złote nitki w srebrnych włosach
w oczach księga lat przeszłych
dni bardzo bolesnych
Widzę nas dwoje w następnym stuleciu
które oszczędzi nam wojen
i wyrzutów sumienia
że porzuciliśmy świat dla idei
która nie może się ziścić

Widzę scenę z obrazów
holenderskich mistrzów
kunsztownie tkany gobelin
refleksy ognia na ścianach

Ty siedzisz we mnie wpatrzony
miłość mi opowiadasz
moje zmysły jak struny
wyczulone na dotyk
Pies cicho jęknął przez sen
czuje zaświaty w powietrzu
muzyka wszystko ogarnia
nieśmiertelnym całunem

Srebrne nitki w złotych włosach
droga twarz jak klejnot
w kosztownej oprawie
twarz mego brata ojca syna i kochanka
tak wszystkie w jedną ogarniasz
Mistrzu mój wszystkich religii
mężu mój dozgonny


OFELIA

Gdzieś może się wałęsa
moja miłość boso
więc klepię pacierz
jak dziad stary tępą kosę
I słyszę od łąk błotnych
lecące wołanie
więc w zimnych dłoniach mnę
łańcucha różaniec

I w popiół po ognisku
wtykam zbędne szczapy
a zziębły miesiąc
grzeje przy nim srebrne łapy
Pies wyje do księżyca
o drogę go pyta
a ja na trawie leżę
złakniona niesyta

Gdzieś nie zerwany owoc
pulsuje na drzewie
a stada żab się duszą
w wieczornym zaśpiewie

Więc nad głęboką wodę
uciekam ze stadła
i rozkładam nocy
białe prześcieradła
Bóg śpi snem chłopa
nie zna czarów mych z bielizną
i tego że już księżyc
dachy stodół liznął

Aż wreszcie jedna wrota
gościnne rozwarła
tu spocznie w aurze siennej
Ofelia umarła
Na pachnących trawach
zwiędłych retrospekcjach
podciętych ostrą kosą
Na przegranych lekcjach

Gdzieś tam się pod reglami
ma młodość przemyka
nie o mnie tamten zaśpiew
dzieciństwa muzyka

Bo miłość była górą
ja zawsze doliną
i wzbierał we mnie ferment
jak zepsute wino
Więc kładę się na mieczach
nastroszonej trawy
ty mnie nie kochaj miły
Ty mnie miły zabij

Bo zaśpiew sennej trawy
koi mnie zaprasza
Ty sam odejdziesz nocą
z miłości poddasza



Muzyka / Hudba ZBIGNIEW SIWEK
Teksty piosenek / Texty písní RENATA PUTZLACHER
Przekład / Překlad VLASTA DVOŘÁČKOVÁ (10), ERICH SOJKA (6)

Wykonawcy / Interpreti
LENA PEŠÁK - śpiew/zpěv (3, 5, 6, 8, 9, 10, 12)
MAŁGORZATA PIKUS - śpiew/zpěv (4, 7, 13)
SEBASTIAN PAWLAK - śpiew/zpěv (2, 9, 11)

DOROTA BLAHUTOVÁ - wiolonczela/violoncello (3, 8, 12)
TAMARA CZUDEK - flet/flétna (3, 5, 8, 12)
JAROSLAV KOHUT - skrzypce/housle (2, 7)
MARIAN SIEDLACZEK - perkusja/bicí (1)
ZBIGNIEW SIWEK - gitara/kytara (3, 4, 5, 6, 8, 9, 12, 13, 14),
instrumenty klawiszowe/klávesy (2, 4, 5, 6, 7, 9, 10, 11, 14),
instrumenty perkusyjne/ bicí (4, 14), śpiew (13, 14)

Kapela "Kamraci":
HENRYK BILAN - skrzypce/housle (5, 6, 9)
TADEUSZ FARNY - skrzypce/housle (5, 6, 9)
JANUSZ BRZYŚKO - klarnet/klarinet (5, 6, 9)
MARIAN WIERZGOŃ - akordeon (5, 6, 9)

Kierownictwo muzyczne / Hudební režie
Zbigniew Siwek

Realizacja dźwięku / Zvuková režie
Vladimír Rybář

Opracowanie graficzne / Grafická úprava
Kazimierz Gajdzica

Zdjęcia / Foto
Wiesław Przeczek

Nagranie zrealizowano / Nahráno
ve studiu Těšínského divadla

Mix a mastering: studio OFON

Przygotował / Připravil
Spolek-Towarzystwo AVION

Wydał / Vydal
Kongres Polaków w RC

Wsparcie finansowe / Finanční podpora
Senat Rzeczypospolitej Polskiej,
MAVEL a.s., Benešov


Zaproszenie/Pozvánka

Czwarte urodzinyČtvrté narozeniny

KAWIARNI AVION, KTÓREJ NIE MA
KAVÁRNY AVION, KTERÁ NENÍ

oraz chrzest płytya křest desky

LAMUS

Scenariusz, teksty wierszy i piosenek
Scénář, texty básní a písní
Renata Putzlacher

Czeskie przekłady / České překlady
Vlasta Dvořáčková· Erich Sojka

Muzyka / Hudba
Zbigniew Siwek

Muzyka i teksty / Hudba a texty
Jaromír Nohavica

W programie wykorzystano tradycyjne monologi i melodie żydowskie

Scenografia i rekwizyty / Výprava a rekvizity
Sebastian Pawlak· Józef Kurek· Antonín Benek

Światło / Světlo
Jaroslav Odrobina

Dźwięk / Zvuk
Vladimír Rybář

Realizacja sceniczna / Jevištní realizace
Renata Putzlacher· Zbigniew Siwek
Jaromír Nohavica· Jerzy Batycki


Udział biorą / Učinkují
Renata Putzlacher· Jaromír Nohavica
Bronisław Liberda


Aktorzy / herci Těšínského divadla
Małgorzata Pikus· Lena Pešák
Sebastian Pawlak· Ryszard Pochroń
Michał Siegoczyński


SIWEK TRIO
Tamara Czudek· Dorota Blahut· Zbigniew Siwek

Kapela KAMRACI
Tadeusz Farny· Henryk Bilan
Janusz Brzyśko· Marian Wierzgoń



Dne 26.2. 2000 v Těšínském divadle

Organizatorzy / Pořadatelé
KONGRES POLAKÓW W RC
TĚŠÍNSKÉ DIVADLO
SPOLEK - TOWARZYSTWO AVION

przy wsparciu finansowym Ministerstwa Kultury RC